Grzegorz Królikiewicz (1939-2017)

Reżyser filmowy i telewizyjny, twórca filmów fabularnych, dokumentalnych, widowisk telewizyjnych i charyzmatyczny wykładowca łódzkiej Filmówki.

Postrzegany jako kontrowersyjny i trudny nieraz w odbiorze twórca filmowy, był z pewnością zjawiskiem osobnym i wyjątkowym na tle polskiej kinematografii.

Przede wszystkim był twórcą wyjątkowo zanurzonym w polskiej historii i szerzej – historiozofii. Niemal wszystkie jego utwory odnoszą się do przeszłości, która odpowiednio przedstawiona staje się drogowskazem i punktem odniesienia dla współczesnych ludzi w ich wyborach.

Sam Królikiewicz powiedział kiedyś, że ożywia przeszłość, by scalić naród, dać mu zakorzenienie w historii i kulturze. I to nawet za cenę reinterpretacji, dopisywania znaczeń, w imię: tak tak!, sienkiewiczowskiego „pokrzepienia serc” („Kino” wyd. nr 6/1978).

[cyt. za: http://culture.pl/pl/tworca/grzegorz-krolikiewicz]

Jest duchem niespokojnym i niepokojącym polskiego kina, artystą samotnie błądzącym w poszukiwaniu tej jednej, jedynej 'prawdziwej’ ścieżki zarówno dla duszy jak i dla sztuki” – napisała o nim Maria Kornatowska („Film” wyd. nr 41/1986).

[cyt. za: http://culture.pl/pl/tworca/grzegorz-krolikiewicz]

O twórczości

W swojej twórczości reżyser obserwował polską historię najnowszą na zakrętach.

Uchronić przed niepamięcią, dać świadectwo prawdzie, odbudować mit – to zadania, które stawia sobie reżyser – także w gorzkim filmie „Kern” o Andrzeju Kernie, osobistym przyjacielu reżysera.

Osobną linią twórczości dokumentalnej reżyser są filmy dokumentalne o twórcach filmowych, mentorach i nauczycielach samego Królikiewicza.

Być może najbardziej znany szerszej publiczności jest Grzegorz Królikiewicz, jako autor i reżyser spektaklu „Konstytucja 3 Maja” – który okazał się prekursorski. To właśnie w 1976 roku po raz pierwszy komunistyczna telewizja zgodziła się pokazać dzieło poświęcone Konstytucji 3 maja i konfederacji targowickiej. Spektakl zyskał wielomilionowa publiczność i był potem wielokrotnie powtarzany. Do tej pory jest jedynym utworem audiowizualnym na ten temat.

O filmie

Grzegorz Królikiewicz zrealizował 9 filmów pełnometrażowych. Pięć z nich to utwory oparte na faktach, bardzo mocno osadzone w polskiej historii.

„Na wylot” to historia dwójki wykluczonych bezrobotnych, którzy w okresie międzywojnia popełniają bestialską zbrodnię. „Klejnot wolnego sumienia” to autorska wizja dramatycznego konfliktu wyznaniowego w XVI-wiecznej Polsce i wyjątkowego – na tle Europy – remedium na ów rozłam, jakim było porozumienie gwarantujące wolność, i wynikająca z niego ustawa tolerancyjna Konfederacji Warszawskiej – ów klejnot swobodnego sumienia.

„Przypadek Pekosińskiego” stanowi zaś wyjątkowe w Polsce i na tle światowej kinematografii połączenie dokumentalnej psychodramy i kina fabularnego. Historia dziecka Zamojszczyzny, Bronisława Pekosińskiego, niepełnosprawnego i skazanego na wykluczenie alkoholika, który gra samego siebie od kołyski aż po starość, odtwarzając wraz z plejadą polskich aktorów sceny ze swego życia, staje się metaforą PRL.

Nawet najnowszy film Królikiewicza „Sąsiady” nie jest tylko obrazem współczesnym, ale swoistym, pełnym paradoksalnych metafor i groteski onirycznym obrazem ostatniego półwiecza. Powstał niewygodny obraz przeszłości, o której często chcielibyśmy zapomnieć, która jednak wciąż bardzo mocno w nas tkwi.

„Królikiewicz domaga się udziału widza w tym, co ogląda, żąda odpowiedzi, tymczasem widz dzisiaj ogania się od tego jak od natrętnej muchy.”

[A. Wajda w liście do Tadeusza Lubelskiego, redaktora miesięcznika „Kino” po premierze „Przypadku Pekosińskiego”]

Przed kamerą posiwiały Pekosiński, podpierając się laską, osobiście odgrywa swoją przeszłość dziecka wojny. Opowiada, jak partia i Kościół toczyły walkę o jego duszę i jak nikomu nie udało się go złamać. Za ścianami jego ciasnej kawalerki przechodzą kolejne zawieruchy historyczne, a on ciągnie swą opowieść, która jest w jakimś sensie historią polskiego „Każdego”.

[cyt. za: Roman Pawłowski: przypadek Królikiewicza, http://wyborcza.pl/1,75475,1480417.html#ixzz3oUAALWZS]

Zdzisław Pietrasik: Ta scena powtarza się w filmie: dwie zbiegające się ściany, w dzielącej je szczelinie, jak w wąskim odstępie między górskimi szczytami, wspinający się człowiek. Metafora określa położenie bohaterów „Sąsiadów” Grzegorza Królikiewicza. To ludzie, którzy utknęli gdzieś pomiędzy – zarówno w czasie, jak i w przestrzeni. Akcja toczy się „pomiędzy rokiem 1945, a dwa tysiące którymś”, w kamienicy zdegradowanego post przemysłowego miasta, obok nowoczesnego centrum handlowego.

[cyt. za: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/film/1612303,1,recenzja-filmu-sasiady-rez-grzegorz-krolikiewicz.read]

Jak pisze Łukasz Maciejewski: „Moim zdaniem to najważniejszy polski film ostatniej dekady XX wieku. „Przypadek” jest kinem wyzywającym: rodzajem filmowej psychodramy. Pekosiński – alkoholik, kaleka, szachista, człowiek bez nazwiska, bez rodziny, bez właściwości – w rękach Królikiewicza staje się papierkiem lakmusowym ukazującym wszystkie dwuznaczności historii najnowszej.

[cyt. za: http://www.dwutygodnik.com/artykul/1388- krolikiewicz-na-wylot.html/]

Grzegorz Królikiewicz opowiada o swojej twórczości
Nauczyciel

Grzegorz Królikiewicz był erudytą i twórcą własnej teorii kina, wyczulonym na formę i rytm. Był cenionym pedagogiem, prowadził kultowe zajęcia z analizy filmowej.

W swojej pracy pedagogicznej w szkole filmowej przez wiele lat zajmował się analizą arcydzieł filmowych, zajmując się refleksją nad najwybitniejszymi utworami w historii kinematografii i ich twórcami, takich jak: Orson Welles, Fellini, Buster Keaton, Godard, Ingmar Bergman czy Antonioni. To z kolei ważny wkład w zachowanie i rozwój światowego dziedzictwa kinematografii.

Dziś trudno jest wskazać na artystę, który bardziej byłby zanurzony w polskiej historii i historiozofii, a zarazem bardziej oryginalny i bezkompromisowy w swych poczynaniach.

Bardziej osobiście

Tworzył dla elity – tym bardziej należy zachować jego dzieła w dobie, w której wszystko jest na sprzedaż, kiedy liczy się to, żeby jak najwięcej sprzedać. Dzieła Królikiewicza właśnie dzisiaj i w przyszłości okażą się unikatowe, wyjątkowe na tle współczesnej kultury masowej.

Dewizą życiową Królikiewicza było: „Pracuję dla przyszłości”. Dzisiaj, po jego śmierci, warto zadbać, żeby całość jego twórczości została zachowana i dostępna.

Jego filmy są dzisiaj nieocenionym śladem czasów w których żył. Są w nich reminiscencje czasu wojny, dogłębna analiza komunizmu, a także refleksja nad niepodległą Polską i czasem po transformacji.

Był świadkiem czasów. Artystą, który patrzył głębiej, który komentował rzeczywistość. Zaangażowanym obywatelem. Jednostką nietuzinkową. Artystą oryginalnym, który szedł własną drogą.

Przedstawiał w swoich dziełach dylematy moralne, które warto przypominać w czasie przechodzenia do komunikacji wirtualnej – zadawał pytania o to, gdzie jest miłość, czym jest zło, jak wyraża się patriotyzm.

Interesował go człowiek w jego wyborach i postawach moralnych. Dociekał głębokich motywów ludzkich wyborów.

Jego dzieła mogą być łącznikiem między dzisiejszym pokoleniem a tym, które odeszło. Sam bardzo troszczył się, żeby nie utracić kontaktu z przodkami.

Konstytucja 3 maja – pokazując historyczne wydarzenia, ukazał uniwersalne spory polityczne i zapowiadał polską drogę do demokracji. Obnażał narodowe skłonności. Widz oglądając jego widowiska, mógł się przeglądać w postawach bohaterów.

Podobnie w Sąsiadach – jest to karykaturalny obraz naszych przywar, obecnych w konkretnych rodzinach i środowiskach.

Był głosem swojego pokolenia, który odzwierciedlał wrażliwość na tematy, które obecnie zanikają: patriotyzm, uwaga na drugiego człowieka, wierność, honor.

Jego znakiem rozpoznawczym była estetyka jego dzieł – zdjęcia miały poetycką wymowę. Realizował w swych dziełach filmową teorię „przestrzeni poza kadrem”, której był autorem.

Był miłośnikiem polskiej kultury – być może dlatego nie zrobił kariery międzynarodowej.

To, co było dla niego najważniejsze to wolność, niezależność, autonomia. Sumienia – wobec władzy, religii – pokazał to w Klejnocie wolnego sumienia i przypadku Pekosińskiego. Życiową postawą pokazał to tworząc na początku lat 90. własne studio filmowe – po to żeby być niezależny jako twórca w kapitalistycznej Polsce.

Cenił przyjaźń, rodzinę, tradycję. Równocześnie w środkach wyrazu starał się być nowoczesny.

Z jednej strony sam szukał dla siebie wzorów do naśladowania – świadczy o tym kilka filmów o swoich mistrzach, a także film o katechecie Bardziej niż siebie samego – z drugiej strony otaczali go ludzie, którzy traktowali jego jako swój autorytet.

Dążył do prawdy, nawet jeżeli miałaby ona okazać się brzydka, gorzka, szorstka, nieokrzesana.

Lekceważył popularność – dążenie do niej uważał za coś niechlubnego, za niską pobudkę, coś, co oddala od prawdy, zaburza to rdzenne dążenie. Odrzucał popularność jako coś, co mogłoby kolidować z jego dążeniem do prawdy. Równocześnie cieszył się z nagród. Chciał być doceniony, znany, ale nie zależało mu na tym, żeby dotrzeć do jak największej liczby ludzi. Nie to było jego celem.

Miał w sobie przekorę, dążenie do niezależności. Wszystko to skłaniało go do zadziornych wypowiedzi. Prowokował aktorów, żeby wydobyć z nich prawdę na temat gorzkich aspektów ludzkiej duszy. Prowokował też widza – do myślenia i osobistego zaangażowania. Nie zjednywało mu to masowej popularności. Cenił wymagających widzów i sam od widza wymagał. Popularność kwitował pobłażliwym uśmieszkiem – chodzi mi o coś innego, o coś więcej.

Jego twórczość miała być inna, zadziorna, poruszająca sumienie – zarówno sumienie jednostki, jak i całej społeczności i narodu.

Nonkonformizm. Pozbawione konformizmu spojrzenie na świat.

Sam doświadczył w dzieciństwie cierpień i był świadkiem dziejowej walki Polski o wolność. Angażował się w tę walkę z pozycji twórcy filmowego.

W Polsce po transformacji jego twórczość okazała się zbyt przaśna, zbyt szorstka, żeby konkurować z komercyjnymi produkcjami. Konieczność zarabiania oglądalnością, reklamami, a także polityczne układy wykluczyły Królikiewicza – jego filmy nie były przeznaczone dla tłumów. A jednak „Przypadek Pekosińskiego” i „Sąsiady” zostały docenione przez krytyków. Nie zaprzestał też tworzenia filmów dokumentalnych.

Zamknij

Naciśnij Enter / by przejść do wyników szukania lub ESC aby zamknąć okno

New membership are not allowed.